Czas Świąteczny jest szczególny. Mieści w sobie wiele sprzeczności a jego postrzeganie i przeżywanie zmienia się w ciągu naszego życia.
Jako dzieci wyczekujemy tego szczególnego czasu: długich ferii świątecznych, zakupu i ubierania choinki, kolorowych światełek, i ozdób w różnych miejscach domu, zapachów szykowanych potraw charakterystycznych dla świąt… być może wyprawy do domu dziadków, być może goszczenia w swoim domu jakiejś części rodziny, cioć, wujków, kuzynów, kuzynek… oj jakże piękne to zamieszanie świąteczne potrafi być ekscytujące i radosne! Tyle emocji, niepewności i ciekawości jednocześnie. Czy list napisany do Mikołaja w ostatniej chwili, aby na pewno dotarł do niego? Czy byliśmy wystarczająco „jacyś tam”, żeby dostać prezenty? Jakie one będą? Czy będziemy zadowoleni? Czy uda nam się nakryć Mikołaja skradającego się do naszej choinki? Albo pod drzwiami domu? Ach…
To czas inny, świąteczny, domowy, rodzinny, kiedy działają inne zasady. Czekamy na kolejne święta już od momentu, gdy kończą się te bieżące…
Z drugiej strony to też czas zauważania upływu czasu. Tego, że nie ma przy wspólnym stole bliskich nam osób. To dla nich w jakimś sensie pusty talerz i puste miejsce zostawiamy przy stole. Nie tylko dla strapionego wędrowca, zagubionego wśród śnieżycy jak nas nauczono. To miejsce dla tych, którzy odeszli – umarli i są z nami, w naszej pamięci, szczególnie w czasie rodzinnych świąt. Przecież jeszcze tak niedawno łamaliśmy się opłatkiem, składaliśmy sobie życzenia, planowaliśmy, gdzie święta, u kogo, co kto ugotuje, upiecze, jak to będzie. A teraz pozostają wspomnienia, nostalgia, smutek, dodatkowe nakrycie przy stole. W dawniejszych czasach nie tylko dodatkowe nakrycie na stole dawało przestrzeń naszym bliskim zmarłym. W pierwszy dzień świąt i wieczór wigilijny należało się powstrzymać od używania ostrych noży, igieł, wylewania pomyj przez okno albo obok drzwi, bo kto wie, czy w przestrzeni domu nie prześlizgują się nasi przodkowie, by nam dobrze życzyć… a nawet zostawiano lekko uchylone drzwi do sieni, by mieli do nas otwarte wejście. Kto wie, może właśnie któryś z naszych bliskich zmarłych gdzieś w tym emocjonalnym czasie jest blisko nas… taki to był czas niebywały, rodzinny, niezwykły, w którym zakwitały drugi raz w roku kwiaty paproci, zwierzęta zapraszano do domu, wyjątkowo o nie dbano, słuchano co powiedzą w tę jedyną noc, kiedy mogły mówić ludzkim głosem…
Święta to czas obfitości następujący po długotrwałym poście, kiedy zakwitał kwiat paproci i inne kwiaty spod śniegu. Wierzono, że wody płynące mogą w tym czasie zmieniać się na chwilę w wino, mleko albo wodę o właściwościach leczących… Taki to czas. Obfitości, zaklinania obfitości na kolejny rok siania, doglądania i zbierania plonów, a to znaczy, że cokolwiek robiło się przez 12 kolejnych dni poczynając od Wigilii miało wpływ na kolejne miesiące w następnym roku. Obserwowano pogodę przez te 12 dni, by przewidywać pogodę w kolejnych miesiącach nadchodzącego roku. W dzień Wigilii ważne było nie wszczynać kłótni, bo to groziło całorocznymi konfliktami i kłótliwością. W pierwszy dzień świąt na wielu wsiach nie wolno było zamiatać, rąbać drewna, sprzątać czy rozpalać dużego ognia, bo to mogło zakłócić dobre i obfite życie w kolejnym roku. Spanie w czasie tych dwóch dni mogło sprowadzić chorobę na śpiącego.
Wigilia następuje po najkrótszym dniu w roku, równonocy zimowej, która zamyka jakiś cykl natury i jest zwycięstwem światła nad ciemnością. Od równonocy zaczyna się zima, czas kiedy świat pogrążony jest w zimowym letargu, zamrożeniu, kiedy raczej kierujemy się do wnętrza, do siebie niż na zewnątrz, kiedy potrzebujemy oszczędzać siły i odpoczywać, by kumulować energię zanim nastąpi wiosna. Dla naszych organizmów to czas ogólnego odczuwania znużenia, zmęczenia, zniechęcenia, ospałości, osłabienia odporności naszego organizmu, która może się objawiać przeziębieniami czy łapaniem różnych chorób sezonu zimowego. To czas większej podatności na smutek, przygnębienie czy stany depresyjne, bo za oknem szaro, ciemno, zimno… świat obudzi się dopiero za kilkanaście tygodni do kolejnego cyklu życiowego, a my wraz z nim.
Czas płynie nieubłaganie do przodu. Niektóre tradycje się zmieniają, niektóre wciąż rozpoznajemy w powyższym opisie, możliwe, że z jakimiś zmianami. Może nauczono nas w domu, że od kolacji wigilijnej przez pierwszy dzień świąt pewnych rzeczy się nie robi, bo są „nieświąteczne”. Niezależnie od tego, jakie różne mamy nieświąteczne czynności i czy im się poddajemy, czy przekraczamy, myślę, że zgodzimy się, że czas zimowych świąt to czas podsumowań. Tego co się udało, czego dokonaliśmy, a co nie wyszło. Taka jest natura końca roku. To także czas, kiedy nie możemy uciekać przed przyglądaniem się i aktualizacją naszych relacji: z rodzicami, z dziećmi, ze współmałżonkami, z członkami rodziny, rodzeństwem, przyjaciółmi…
Jak to się dzieje, że nie da się od tego uciec? Cóż, kiedy planujemy święta, pojawiają nam się wspomnienia tych minionych i to jak się w różnych sytuacjach czuliśmy. Co zrobiliśmy, a czego nie, na czym by nam zależało, a na myśl o czym pojawia nam się gęsia skórka i nie chcemy tego powtarzać.
Składanie życzeń to przeglądanie naszej osobistej książki telefonicznej z refleksją sprawdzenia i
decydowania: do kogo dzwonić chcemy zadzwonić? Do kogo nie mamy odwagi? Z jakimi emocjami to się wiąże? Ważne jest też, kto do nas dzwoni z życzeniami, czy ktoś dzwoni? A może czekamy na jakieś życzenia i one kolejny raz nie przychodzą? Albo to my do kogoś nie potrafimy zadzwonić? Bo się pokłóciliśmy albo wydarzyło się coś takiego, że jest trudno – czas świąteczny ma tą specyfikę, że różne odsuwane historie i zdarzenia do załatwienia kiedy indziej, ujawniają się a za nimi cały wachlarz uczuć i emocji.
Święta to także czas:
- Wielkich przygotowań, stresu, czy wszystko wyjdzie dobrze i ekwilibrystyki planowania zakupów,
przechowywania, gotowania, sprzątania, i wielu innych. - Spotkań przy stole. Takich, na które czekamy i takich, których wolelibyśmy uniknąć.
- Odgrzewania niesnasek i nieporozumień sprzed lat albo odwrotnie starych wypróbowanych sojuszy.
- Powrotu do domu i wspomnień z dzieciństwa. To może być przyjemne i budujące, a może też być bolesne, przytłaczające i otwierające stare rany i blizny.
- Niepewnego i konfliktowego czasu ze współmałżonkiem/ką w związku z różnymi tematami, które bywają kością niezgody od zawsze, a związane mogą być z członkami rodziny spotykanymi przy wigilijnym stole, ich zachowaniem, sposobem bycia, poglądami.
Może właśnie mimo upływu lat i własnej dorosłości, rodziny i dzieci, wciąż ta sama osoba w rodzinie zadaje kolejny rok te same pytania albo zaczepne komentarze, na które nie potrafimy odpowiedzieć ze spokojem i godnością tak jak byśmy tego chcieli, zamiast tego uśmiechamy się potulnie jakby to był świetny żart, i później odtwarzamy wielokrotnie w głowie nasze reakcje, i to co moglibyśmy odpowiedzieć gdybyśmy tylko mieli odwagę na inną reakcję.
Może znów, jak co roku, słyszymy te same złośliwe uwagi pod swoim adresem, które mają nas zmotywować i dodać odwagi do jakiejś ważnej zmiany?
Może, jak co roku, słyszymy pytania o to: kiedy w końcu dorośniemy do związku? Albo, że może czas najwyższy, żeby schudnąć? Przestać palić? Ustatkować się i zostać matką, bo zegar biologiczny tyka? I ten ubiór na Wigilię jest znowu nieodpowiedni…
Może dla Ciebie tak jest? Albo właśnie jest odwrotnie? Święta rodzinne ładują Twoje akumulatory na kolejne miesiące i przepełniają Cię dobrymi emocjami na długo?
Pewnie jest tak, że dobre i trudne emocje, i sytuacje zdarzają się jednocześnie, bo czas świąteczny jest szczególny, mieści w sobie wiele różnych sprzeczności. Wypełniony jest mieszaniną emocji i spotkań, takich z których możemy czerpać i takich, które prowokują do zmiany. By tej zmiany dokonać potrzeba odwagi do zdecydowanego wyrażenia własnego zdania. A żeby wiedzieć co zmieniać konieczne jest zatrzymanie i przyjrzenie się sobie, swoim emocjom, potrzebom i relacjom, bo właśnie wtedy jesteśmy w stanie dokonywać wyborów tego, co chcemy i potrzebujemy dla siebie, i jacy chcemy być w relacjach.
Łagodnego przyglądania się sobie w świąteczno-noworocznym czasie życzy zespół Latającej Żyrafy 🙂
autorka tekstu Beata Muszyńska-Dębska







